Naucz się uczyć, jak przygotować się na nieznane

Dziś odpowiedź na tak postawione pytanie będzie raczej brzmieć – nie, lub w łagodniejszej formie – niekoniecznie. Jeszcze 100 lat temu brzmiałaby – tak lub to zależy. Moi dziadkowie i rodzice mogli spokojnie dzielić swoje życie na dwa etapy. Pierwszy – zdobywanie wiedzy i kompetencji. Drugi – wykorzystywanie tej wiedzy w spokoju aż do emerytury. Świat się zmieniał, ale nie aż tak drastycznie. W większości zawodów wystarczało kilka szkoleń doskonalących. Świat był prostszy i bardziej przewidywalny.

Dziś zakładanie, że wiemy, jaka wiedza z programu nauczania klas 4–8 będzie potrzebna młodym za 40 lat, jest nasyconym romantyzmem szaleństwem. Możemy jednak postawić pewną dość mocną hipotezę, jakie kompetencje mogą się im przydać. Zresztą nie tylko im, prawdopodobnie nam wszystkim.

Jakie kompetencje przydadzą nam się w przyszłości?

W wersji apokaliptycznej rodem z Mad Maxa przyda się siła, spryt, umiejętność walki wręcz i umiejętność zdobywania pożywienia i podstawowych zasobów. Tu zawsze można rozważyć kursy oferowane wszelkiej maści Doomsday Preppersów (ludzi przygotowanych na nadejście sążnistej apokalipsy).

Umysł nastawiony na rozwój

W wersji jednak bardziej optymistycznej z pewnością przydadzą się: rezyliencja i inteligencja emocjonalna, a także akceptacja modelu life-long-learner i kompetencja szybkiego uczenia się nowego i oduczania się tego, co stare i niepotrzebne. Inaczej formułując, będzie potrzebna kombinacja odporności psychicznej na zmienność i nieprzewidywalność oraz tego, co Carol Dweck nazywa growth mindset (umysł nastawiony na rozwój).

Bycie jak piłeczka kauczukowa

Rezyliencja to słowo stosunkowo nowe. Określa jednak kompetencje starą jak rodzaj ludzki, teraz jednak niezwykle docenianą. Po polsku niestety nieprecyzyjnie nazwaną – stąd ta nieszczęsna kalka językowa od angielskiego resilience, oznaczająca sprężystość, w tym przypadku psychiczną. Osoba, która taką sprężystość ma, nie tylko daje sobie radę, gdy zderza się ze ścianą. Ona często radzi sobie lepiej. Odbija się od tej ściany jak piłeczka kauczukowa i leci z nowym impetem dalej – silniejsza i mądrzejsza.

Umiejętności działania w stresie

Odporność emocjonalna to z kolei pochodna higieny emocjonalnej, wysokiej inteligencji emocjonalnej i umiejętności działania w płynnej (i często) stresującej rzeczywistości.

Dodasz do kompletu otwartość na uczenie się przez całe życie i masz idealnego przedstawiciela naszego gatunku, który będzie sobie radzić znacznie lepiej niż większość bez tych kluczowych kompetencji.

Lepsze twarde czy miękkie? A może ludzkie?

Zła wiadomość jest taka, że rzeczywiście ludzi z wysoką rezyliencją, dużą odpornością psychiczną i otwartością na uczenie się przez całe życie nie jest wielu. Dobra wiadomość jest jednak taka, że może być znacznie więcej. I to nie dlatego, że się zaczną rodzić lub będziemy ich klonować w chińskich laboratoriach. Może ich być więcej, bo wszystkie te składowe człowieka lepiej przystosowanego do świata bardzo niedalekiej przyszłości to kompetencje. A kompetencje można wzmacniać i szlifować, te tak zwane miękkie również, a może właśnie szczególnie one.

Sam nigdy nie byłem zwolennikiem nazywania zbioru ważnych ludzkich kompetencji miękkimi. Rozumiem, z czego ta nazwa się bierze. Z ustawienia grupy kompetencji w opozycji do kompetencji twardych. Te twarde mają często lepszą prasę. Łatwiej się je mierzy, egzekwuje i łatwiej zdobywa. Poza tym sama nazwa – twarde. Toż to brzmi od razu lepiej niż miękkie.

Problem polega na tym, że te tak niegdyś cenione twarde kompetencje i tak z czasem staną się zbędne, bo w wielu przypadkach zostaną zautomatyzowane.

Miękkie zaś – które ja lubię nazywać ludzkimi – automatyzacji poddadzą się trudniej. Oprócz wspomnianych wcześniej kluczowych umiejętności ludzkich 4.0, warto dorzucić do tego worka takie kompetencje, jak komunikowanie pomysłów, współpraca w różnorodnych zespołach, ogarnianie tzw. big picture, krytyczne myślenie i umiejętność uczenia się.

Ta ostatnia kompetencja nie wydaje się szczególnie wyjątkowa. Okazuje się jednak, że wiele osób nie wie, jak samodzielnie kształtować swoje kompetencje czy nawyki. Innymi słowy nie potrafią uczyć się nowych umiejętności. Tu przytoczę słowa z powieści „Diuna” Franka Herberta:

„Muad'Dib uczył się prędko, ponieważ najpierw przeszedł szkolenie, jak się uczyć. A najpierwszą ze wszystkich otrzymał lekcję podstawowej wiary, że może się nauczyć. Szokuje odkrycie, jak wielu ludzi nie wierzy, że mogą się nauczyć, a o ile więcej uważa, że nauka jest trudna. Muad'Dib wiedział, że każde zdarzenie niesie jakąś lekcję”.

No właśnie – szokuje (mnie również), jak wielu ludzi nie wierzy, że mogą się nauczyć, a o ile więcej uważa, że nauka jest trudna, i jak wielu ludzi ma przekonanie, że w większości kompetencji ludzkich chodzi o talent, a nie o rzetelną i systematyczną pracę nad sobą.

Warto zrewidować swoje przekonania dotyczące nas samych, tego, czym jest nauka i wreszcie czego się mamy uczyć. Problem polega na tym, że rezyliencji czy inteligencji emocjonalnej nie nauczysz się z książek. Nie nasiąkniesz nimi przez osmozę, słuchając wykładu motywacyjnego guru. Na pewno nie pomoże też osadzona w czasach Bismarcka edukacja. Tu trzeba nowych narzędzi i nowych formatów. A tych na skalę masową nikt nie proponuje. Na skalę jednostkową – Twoją – masz najprostsze rozwiązanie. Siebie i swoją pracę nad kompetencją, na której ci zależy. Wspieraj się przy tym zweryfikowaną wiedzą i często mierz efekty treningu. By za te kilka, kilkanaście lat być na podium, a nie na ławce rezerwowych.

Inne inspirujące teksty Piotra Buckiego możesz znaleźć poniżej: