Nadużycia w kwestii zwolnień w cieniu koronawirusa

Oficjalne dane mówią o 100 tysiącach osób, które straciły pracę w związku z pandemią. Prof. Joanna Tyrowicz, współautorka badania Diagnoza+, uważa jednak, że realne liczby oscylują raczej w okolicach 660 tysięcy osób. Nie wszyscy bezrobotni zarejestrowali się w urzędach pracy, stąd GUS nie objął ich swoimi obliczeniami.

Eksperci ostrzegają również, że nie poznaliśmy jeszcze prawdziwej skali reperkusji po koronawirusie – rynek pracy długo jeszcze będzie odczuwał skutki spowolnienia gospodarczego. Pomimo nowych tarcz antykryzysowych kolejne firmy kończą działalność.

Pod pretekstem koronawirusa

Niestety zdarzają się przypadki, kiedy zwolnienie pracownika lub nieprzedłużenie mu umowy tłumaczy się sytuacją gospodarczą w związku z pandemią, zaś w rzeczywistości niektóre firmy potraktowały ten czas jako okazję do redukcji zatrudnienia. O ile konieczność zmniejszenia liczby etatów można w obecnej sytuacji zrozumieć, to zastanawiające są historie przytaczane przez członków forów pomocy prawnej.

Pracodawcy nie przedłużają umów zlecenie (zwłaszcza odnawialnych co miesiąc), potrafią bez wiedzy pracownika obniżyć wynagrodzenie i wysokość etatu, a nawet zmusić do przejścia na zasiłek opiekuńczy przy jednoczesnym nakazie pracy zawodowej. Mnożą się opowieści nie tylko o naginaniu prawa pracy, ale i o rażącym jego łamaniu.

Unikanie zobowiązań wynikających ze zwolnień grupowych praktykuje się poprzez rozłożenie planu zwolnień tak, aby nie przekroczyć limitów uruchamiających procedurę. Pracownicy donoszą też wręcz o czystkach, czyli zwolnieniach pod pretekstem pandemicznych oszczędności, szantażowaniu zwolnieniem dyscyplinarnym czy opóźnieniach w wypłatach wynagrodzeń.

Czarna lista pracodawców?

W związku z coraz liczniejszymi nadużyciami pojawiają się głosy, aby stworzyć tzw. czarną listę pracodawców, do której mogliby sięgnąć kandydaci rozważający pracę w danej firmie i sprawdzić jej uczciwość. Podobny pomysł został już wdrożony w Holandii (gromadzone są tam dane o wyrokach sądu), a Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych rozważa uruchomienie podobnej listy w Polsce.

Idea budzi oczywiście sporo kontrowersji, zwłaszcza w kontekście kryteriów umieszczania przedsiębiorstw w niechlubnym spisie. Opinie pracowników? Wyroki sądu? Konfederacja Pracodawców Lewiatan nie wyklucza podjęcia tematu.

Pandemia złego wizerunku

Eksperci zwracają uwagę na fakt, że sądy pracy już wznowiły działalność, a złożone przez pracowników wnioski nie przepadną, mogą jedynie zostać rozpatrzone z opóźnieniem. Państwowa Inspekcja Pracy także działa. Jeśli zatem nieuczciwi pracodawcy liczą, że kontrowersyjne decyzje o zakończeniu współpracy zostaną szybko zapomniane, to są to raczej złudne nadzieje.

Warto przy tej okazji wspomnieć, że w internecie nic nie ginie. Pracownicy szukają pomocy na forach pomocy prawnej (na jednej z popularniejszych Facebookowych grup jest ponad 180 tysięcy członków), pozostawiają też opinie w sieci. Poszkodowani opisują konkretne przypadki i nawet jeśli pracodawca zechce wejść z nimi w polemikę – złe pierwsze wrażenie pozostaje, a nadszarpnięty wizerunek trudno będzie naprawić.